— Od pół godziny, ale już pono wszystko się pali. Mocniej, panie Szmit.
— I dlatego ten pośpiech?
— Grosglück telefonował do starego, prosząc na wszystko, aby, na złość Grünspanowi, nie pozwolić się spalić zięciowi.
— Dlaczego? Aha, chcą go zrujnować.
— To już trzeci ogień dzisiaj.
— Fabryki?
— A tak.
— Odbijają straty na bankructwach ostatnich.
— Niech ich pioruny spalą kajdaniarzy, psiakrew, oni zarabiają, a my jak psy z wywieszonymi ozorami ze zmęczenia latamy od pożaru do pożaru.
— Co pan chcesz, to im potrzebne do zamknięcia bilansu.