— Nie. Postawiłeś kwestię tak jasno, że rozumiem twoją odmowę, która może mnie boleć, to inna rzecz, ale którą dobrze rozumiem.
Podniósł się do wyjścia.
— Nie myślisz się układać?
— Nie, plajty nie zrobię, mogę tylko uczciwie zbankrutować.
— Znalazłyby się jeszcze inne sposoby ratunku.
— Daj je, przyjmę z rozkoszą.
— Mocno asekurowany jesteś?
— Dosyć, bo się przeasekurowałem jesienią, po tym nieudanym podpaleniu.
— Szkoda jednak, żeś się wtedy nie spalił. Ten robotnik, mszcząc się, zrobiłby ci naprawdę wielką usługę.
— Mówisz serio?