— Co tobie, Wysocki?
— Nic, prócz zwykłego zdenerwowania i jakiejś ostrej apatii.
— Spotkało cię co złego?
— Nie, ale oczekuję na złą wieść, a nigdy mnie jeszcze przeczucie nie zawiodło.
— Mnie tak samo, ale wstydziłam się przyznawać — szepnęła Mela.
— A przy tym byłem u nędzarzy dzisiaj, nałykałem się tyle widoków niedoli ludzkiej, że się upiłem.
Wstrząsnął się nerwowo.
— Jesteś chory na litość, jak mówi o tobie Bernard.
— Bernard! — zawołał mocniej — on ma stałe delirium tremens opluwania wszystkiego, on jest jak ślepy, który chce wmawiać we wszystkich, że nic nie ma, ponieważ sam nie widzi.
— Co to za nędzarze? może by im pomóc? — zapytała Mela.