— Z pana jest człowiek niebezpieczny.
— Dla samego siebie najbardziej — odpowiedział zupełnie serio i wszedł za nią do maleńkiego, po chińsku urządzonego buduaru.
Przedstawiła go słynnej piękności łódzkiej, siedzącej niedbale na żółtej chińskiej sofie, z filiżanką herbaty w ręku.
— Musi mi pan wybaczyć śmiałość chociażby dla odwagi przyznania się, że dawno pragnęłam poznać pana.
— Doprawdy, ale nie godzien jestem tego zaszczytu — mówił znużony i znudzony, oglądając się na salon, czy nie nadchodzi jaki wybawca.
— Mam jednak do pana pewien żal!
— Czy nie do zapomnienia? — zapytał z uśmiechem, śledząc jej żywe ruchy.
— Z pewnością zapomnę, jeśli pan okaże skruchę odpowiednią.
— Chociaż nie wiem za co, żałuję jednak szczerze.
— Żal mój pochodzi stąd, że mi pan męża oczarował.