— Co ja jej powiem? — myślał znowu.
— Bardzo ładnie śpiewa, prawda?
Przerwała milczenie, nie patrząc na niego.
— Tak, tak! — odpowiedział prędko, goniąc wzrokiem śpiewaczkę, którą po skończeniu piosnki, otoczył tłum mężczyzn i odprowadzał do bufetu.
Fortepian zamilkł i gwar z większą siłą niż przedtem wionął po salonie.
Lokaje roznosili lody, konfitury, ciastka, cukierki i szampańskie, które co chwila hukało korkami.
— Czy pan już puścił w ruch swoją fabrykę?
— Nie jeszcze, dopiero koło jesieni to zrobię — odpowiedział zdumiony, bo był przygotowany na inne zupełnie zapytanie.
Spojrzeli sobie w oczy, zajrzeli aż do głębi dusz.
Emma opuściła pierwsza, bo źrenice jej zaszkliły się łzami i rzekła cicho: