Nikt nie sypiał w tej sypialni.
— Wspaniały pokój do spania! — szepnął Karol.
— To Mady jak pójdzie za mąż. Chodźmy do pokoju Mady.
Ale Mada zaczęła protestować, że jeszcze w nim nie sprzątnięto.
— Głupia jesteś — mruknął i wprowadził Karola do bardzo jasnego pokoju, wybitego biało-różową materią.
Maleńkie mebelki stały w wielkim nieładzie na jasnym dywanie.
— Doskonałe miejsce do pisywania liścików — powiedział Karol, przypatrując się maleńkiemu biurku, na którym w wielkim porządku ułożone leżały pudełka z papierem i przybory do pisania.
— Cóż z tego, kiedy zupełnie nie mam do kogo pisywać. A tyle razy chciałam bardzo pisać list — mówiła ze szczerą przykrością i zaczęła cmokać na dwa kanarki rozbijające się w mosiężnej klatce, stojącej na parapecie okna.
— Słuchają pani?
— O, słuchają. Wilhelm przychodził, gwizdał im ciągle i ponauczał śpiewać.