Nie umiała nawet ukryć tego, że się jej Karol bardzo podobał, mówiła mu to kilkakrotnie w różny sposób.
Müller był również rad, brał go wpół, klepał po kolanie i szeroko opowiadał o swojej fabryce.
Karol jak mógł udawał zajęcie tym, co mu mówiono, słuchał cierpliwie, odpowiadał, ale w głębi nudził się i męczył tym przymusem i banalnością tematów, jakie Müller podnosił.
Dom cały miał wybitne cechy małego mieszczaństwa w obyczajach i poglądach, pachniał porządkiem i tą czysto niemiecką wołową pracowitością.
Wyjątkowi byli tylko na tym punkcie, że nie popsuły ich miliony i mieli wymagania i instynkty robotników.
— Jak pan będzie naszym sąsiadem, to musi pan bywać częściej u nas.
— A pan będzie blisko mieszkał? — zawołała Mada rozpromieniona.
— Tak. Widzi pani ten długi rząd okien za fabryką Trawińskiego? — pokazywał oknem.
— To stara fabryka Meisnera!
— Ja ją kupiłem.