— Wilczek! — krzyknął rozdrażniony uderzając pięścią w stół. — Zróbmy składkę pożyczkową panowie — dodał łagodniej, kładąc na stole jedyne pięć rubli, jakie miał. Szulc położył drugie pięć, Blumenfeld dziesięć.
— Co będzie brakować dołożę, bo chociaż dzisiaj nie mam, ale mogę pożyczyć jutro — mówił Horn. — No, Wilczek, dajcie no ze dwadzieścia rubli.
— Słowo honoru, że nie mam trzech rubli nawet przy sobie, załóżcie za mnie pięć rubli.
— Dowcipnie kombinujecie — szepnął Horn.
— Na niego nie liczcie. Musicie Horn pożyczyć osiemdziesiąt rubli, bo jest dwadzieścia, ale koniecznie przed szóstą wieczorem jutro.
— Z pewnością, niech pan przyjdzie do mnie, panie Józefie.
Józio ze łzami rozrzewnienia dziękował wszystkim, prócz Wilczkowi156, który pogardliwie się uśmiechał i chodził coraz prędzej po pokoju. Miał pieniądze, ale nigdy nikomu nie pożyczał.
— Na co ci potrzeba aż stu rubli? — zapytał Józia.
— Kiedy nic nie dajesz, to niepotrzebnie się wypytujesz.
— Pozdrów mamę ode mnie.