Wilgi śpiewały na wiśniach, a bocian stał w gnieździe, przewracał szyję aż na grzbiet i klekotał zawzięcie.
— Waluś, a jabłuszka będą, co?
— Juścić, że być będą,
— A ruszaj no żwawo.
— Adyć się rucham!
— A gruszeczki będą, co?
— A będą, co ni mają być.
— A oberwiesz bestio, co?
— Ja tam nie odrywam — burknął chłopak, nierad z przypomnienia.
— A przeszłego roku, kto to zjadł panny, he?