— Wierzę, ale co mnie to obchodzi?
— Dzień dobry panom! — rozległ się przytłumiony głos z boku.
Stach Wilczek, z cylindrem w ręku, elegancki, pachnący, stał przy nich i wyciągnął rękę jak dobry znajomy.
— Co pan robi w Kurowie? — zapytał Maks.
— Przyjechałem na święta do rodziny. To mój rodzic w tej chwili dudli na organach — powiedział z pogardliwą pobłażliwością i bawił się przekręcaniem licznych pierścionków na palcach.
— Długo pan tu zabawi?
— W nocy wyjeżdżam, bo mój Żyd nie dał mi dłuższego urlopu.
— A gdzież pan teraz pracuje?
— W kantorze Grossglicka, ale to chwilowo tylko.
— Puścił pan węgiel?