— Wiecie, panowie, straszny wypadek się zrobił.
— Broń Boże, nie panu prezesowi? — ozwał się jakiś głos lękliwy.
— Co się stało?! — zawołali wszyscy, udając zaniepokojenie.
— Co się stało? Stało się wielkie nieszczęście, bardzo wielkie nieszczęście — powtórzył płaczliwym głosem.
— Straciliśmy co na giełdzie? — zapytał ciszej prokurent firmy, wychodząc zza przepierzenia.
— Spalił się kto niezaasekurowany?
— Umarł kto panu prezesowi?
— Ukradli może te śliczne rysaki182 amerykańskie.
— Nie mów pan głupich rzeczy, panie Palman — rzekł z powagą.
— Ale co się stało, panie prezesie? bo mnie się już słabo robi — błagał Steiman.