— Opowie mi to wszystko Kama przy cioci, dobrze? Bawcie się dalej, bo ja muszę iść — powiedział złośliwie, widząc jak Kama na wspomnienie cioci pobladła i nagłym ruchem głowy odrzuciła włosy z twarzy.
— Tak, pan myśli, że nie opowiem, otóż opowiem przy cioci wszystko, wszystko...
— Panie Horn, idź pan chociażby jutro do Szai, bo przyjechał i miejsce pan dostanie u niego. Mówił mi już o tym Müller.
— Dziękuję panu serdecznie, bardzo się cieszę...
Ale się nie ucieszył, bo był zakłopotany, że Borowiecki złapał go na takim dzieciństwie jak karmienie ryb.
— Snujcie dalej tę sielankę, nie przeszkadzam.
Poszedł, ale dopędziła go Kama, zastąpiła mu drogę i zdyszanym, niespokojnym głosem zaczęła prosić, poprawiając równocześnie pomiętą sukienkę.
— Panie Karolu... mój złoty panie Karolu... niech pan nic cioci nie mówi...
— A cóż miałbym powiedzieć, przecież ciocia pozwoliła iść Kamie na spacer.
— Tak, tak, bo widzi pan, Horn taki nieszczęśliwy... taki biedny... pogniewał się z ojcem, nie ma pieniędzy... więc ja chciałam, żeby się rozerwał trochę... Ciocia mi pozwoliła, ale... ale...