Horn poszedł do rodziców Adama, żeby się dowiedzieć o niego i trafił na wielką burzę.
Matka stała na środku pokoju i krzyczała na cały głos, Zośka płakała spazmatycznie pod piecem, a Adam siedział przy stole z twarzą ukrytą w dłoniach; stojąca na komodzie lampa oświetlała całą scenę.
Horn wszedł, ale natychmiast się cofnął zmieszany.
Adam wybiegł za nim.
— Mój drogi, poczekaj na mnie kilka minut w bramie, proszę cię o to bardzo — szepnął gorączkowo i wrócił do mieszkania.
Matka krzyczała ostrym, podniesionym głosem:
— Ja raz jeszcze pytam, gdzieś była przez te trzy dni?
— Mówiłam już mamie, byłam na wsi pod Piotrkowem u znajomej.
— Zośka, nie kłam! — rzucił krótko Adam i jego zielone, słodkie oczy zapaliły się gniewem. — Ja, wiem, gdzieś była! — dodał ciszej.
— No, gdzie? — zawołała dziewczyna z niepokojem, podnosząc nań zapłakane oczy.