— To nie plotki, to prawda! — rzekł ostro, wstając z miejsca.
— Więc cóż poczniecie? — zapytał z wielkim współczuciem.
— Idę w tej chwili do Kesslerów! — szepnął twardo i zielone oczy błysnęły mu takim tonem jak szmelcowana198 lufa rewolweru, który schował do kieszeni.
— To na nic się nie przyda, z bydlęciem nie można spraw ludzkich załatwiać.
— Spróbuję, a jak mi się nie uda, to...
— To co? — podchwycił spiesznie Horn, przestraszony akcentem groźby, jaki brzmiał w jego głosie.
— To pomówimy inaczej... to się pokaże...
Horn chciał mu tłumaczyć, ale Adam nie chciał słuchać, tylko gdy się rozstawali przed bramą, uścisnął mu silnie rękę i pobiegł do pałacu Kesslera.
Nie zastał i nikt nie umiał go objaśnić, gdzie w tej chwili może być młody Kessler.
Popatrzył z całą nienawiścią na wspaniałe mury pałacu, na błyszczące przy księżycu jego wieżyczki i złocone balkony, na zasłonięte białymi storami okna i poszedł do fabryki do ojca.