Zaczęli potem wszyscy żywiej rozmawiać, ale im przerwał Józio Jaskólski.
Chłopak zapłakany, zaczął jąkać, że Baumowa bardzo chora, że Maks go wysłał do Wysockiego i że on go szukał po całym mieście.
— Idę w tej chwili! Dobranoc państwu.
— I na mnie czas — powiedziała Nina.
— Jest tak pięknie na świecie, że panią odprowadzę. Pan Karol z nami pójdzie?
Karol skłonił się na zgodę, ale nie był zadowolony z projektu Anki, bo mu się spać chciało.
— A propos panny Grünszpan — zawołał doktor ze swego gabinetu, bo już był w palcie. — Miejcie państwo dla niej nieco wyrozumienia, choćby dlatego, że to moja przyszła żona.
Matka zerwała się gwałtownie, ale doktor nie czekał, wybiegł spiesznie do Baumów.
*
Kiedy Maks na wezwanie Józia wybiegł od Trawińskich i przyleciał do domu, matka już co chwila traciła przytomność.