— To dobrze, bo mnie dzisiaj dużo potrzeba gotówki.
— Komu nie potrzeba dużo gotówki! — powiedział melancholijnie Moryc.
— Pan ją będziesz miał, bo pan masz głowę. Masz pan przy sobie pieniądze?
— Nie mam — odparł wolno i spokojnie, chociaż serce uderzyło mu mocniej.
— Przyślij mi pan przed czwartą koniecznie, mam wekslowe wypłaty. Dużo zarabiamy? — zapytał, częstując go cygarem.
— Ja zarabiam dosyć, ale pan...
— No, przecież do spółki, mój kapitał... — zaczął prędko.
— Kapitał mój, bo jest u mnie — rzucił Moryc, zapalając cygaro.
Bankier nie słyszał dobrze, czy nie mógł uwierzyć lub zrozumieć, bo odbierając od niego zapałkę, zapalał swoje cygaro i mówił:
— Umówiliśmy się na dziesięć procent po odtrąceniu kosztów.