— Do pani.
— Tak?! — szepnęła długo i oczy jej zamigotały blaskiem radości.
— Pan tak do mnie nigdy nie mówił.
— Ale dawno tego pragnąłem.
Ogarnęła spojrzeniem całującym jego twarz, aż poczuł coś jakby powiew ciepły na ustach.
— Pan mówił o mnie tam w krzesłach z panem Weltem, czułam to.
— Mówiliśmy o pani brylantach.
— Prawda, że tak pięknych żadna nie ma w Łodzi?
— Prócz Knollowej i Baronowej — powiedział złośliwie, uśmiechając się.
— I o czym jeszcze mówiliście?