— Grünszpan, ty jesteś stary macher, ale ja ciebie szanuję.
— Będziemy żyli w zgodzie.
Podali sobie ręce.
Moryc znalazł Melę w małym buduarku, leżała na otomance z książką w ręku, której nie czytała, trzymając oczy utkwione w oknie.
— Przepraszam cię, że się nie podniosę, trochę niezdrowa jestem. Siadaj! masz taką uroczystą minę?...
— Rozmawiałem właśnie z ojcem o tobie.
— A! — szepnęła przeciągle, przypatrując mu się uważnie.
— Właściwie ja rozmawiałem, ja zacząłem...
— Aha! kwiaty... rozmowa z ojcem... rozumiem... Więc?...
— Stary mi powiedział, że to od ciebie zależy, tylko od ciebie Mela — powtórzył ciszej i tak miękko i tak serdecznie, że spojrzała znowu na niego.