— Za dużo go ma i strasznie przy tym głupia, mam jej już dosyć.
Skrzywił się i zaczął laską ścinać czubki krzewów, a po chwili odezwał się ciszej:
— Mogę ci ją odstąpić, chcesz?
— Oferta wspaniała, ale do tej licytacji nie stanę, za mało mam pieniędzy...
— Ty się mylisz zupełnie. To jest Polka, ona chce żeby ją kochać rano, w południe i wieczorem, żeby być jej wiernym i w końcu żeby się z nią ożenić. Mówię ci, że to głupia dziewczyna. Płacze mi po całych dniach i ciągle wyrzeka, a na odmianę robi mi awantury, że muszę ją nieraz uspokajać po swojemu.
Błysnął oczami i silniej świsnął laską po krzewach.
— Chcesz ją, to ci ułatwię... Muszę się jej i tak pozbyć w jaki sposób, bo się pewnie ożenię.
— Słyszałem coś o tym na mieście... z Müllerówną?
— Interes dopiero w robocie, nic jeszcze pewnego. W każdym razie byłbym bardzo wdzięczny temu, kto by mnie oswobodził od tej dziewczyny. Może chcesz?...
— O, dziękuję ci, ma brata i ojca, którzy podobno nie są zbyt dobrze wychowani... mogliby nie uszanować mojej skóry... A przy tym i ja się żenię.