— A! — wyrwało się Ninie mimo woli, ale nie pytała więcej, bo służący zameldował Kurowskiego, który dowiedziawszy się, że nie ma Trawińskiego, chciał wyjść.
— Zostań pan, zjemy razem obiad, a potem we trójkę urządzimy wycieczkę za miasto, będziesz pan naszym opiekunem i pocieszycielem, dobrze?
— Na opiekuna zgoda.
— Ba, kiedy nam koniecznie potrzebny jest pocieszyciel.
— Dobrze, niechaj panie cierpią, a zacznę pocieszać, tylko uprzedzam, że łzom nie uwierzę i pozwolę im płynąć swobodnie, choćby strumieniami.
— Łzom pan nie wierzy?
— Przepraszam, kobiecym łzom.
— Zawiodły pana jedne, a teraz zemsta na wszystkie.
— Tak, zawiodły, a teraz zemsta! — powiedział wesoło.
— Nie będzie pan miał do niej sposobności, bo my należymy do kobiet, które nie płaczą, nieprawdaż Anka?