— Wszystko jedno, jeśli nie można z dwiema.
— Za późno wybraliście się, bo jedna jest żoną, a druga nią będzie wkrótce.
— Zawsze za późno, zawsze za późno! — szepnął z goryczą i drżącymi rękami obciągał surdut z garbu, a potem przysunął się do Myszkowskiego i pił z nim, jakby z rozpaczy.
Wszedł stary Jaskólski i odnalazłszy Karola, szepnął mu do ucha, że ktoś czeka na niego w kantorze i chce się koniecznie z nim widzieć jak najprędzej.
— Kto? nie znasz pan?
— Nie znam go, ale zdaje mi się, że to pan Zuker... — jąkał szlachcic.
— Zuker, Zuker! — powtórzył jakoś trwożnie i dziwnym uczuciem zabiło mu serce. — Zaraz przyjdę, niech zaczeka chwilę.
Poszedł do pokoju ojca i wziął rewolwer do kieszeni.
— Zuker! chce się widzieć ze mną? Czego on chce? A może?...
Bał się dokończyć myśli...