Kurowski zamglonymi oczami patrzył w jakąś dal i nie mógł stłumić żalu, jaki go przepełnił za odjeżdżającym.
— Chwilę ci tylko zajmę — zaczął Borowiecki.
— Siadaj, mamy dosyć jeszcze czasu do rana — powiedział, wskazując na okno, na świt, przeciekający przez zapocone szyby.
Karol długo opowiadał o swojej fabryce i stanie interesów, o potrzebie pozbycia się spólników, przytaczał zmowę, jaką zrobiono na niego, a w końcu zaproponował wejście do spółki.
Kurowski długo myślał, wypytywał o szczegóły, aż rzekł:
— Zgoda, ale pod jednym warunkiem. Z góry uprzedzam, że warunek ważny i... może trochę dziwny.
— Postaw go.
— Może ci się nie podobać, ale... ale przyjmij spokojnie, po kupiecku.
— Czekam z ciekawością.
— Nie ożenisz się z Anką!