Skinął głową potakująco.
— Czego chcesz? — rzucił brutalnie, bo spokój Malinowskiego rozdrażniał go.
— Coś zrobił z Zośką? — szepnął, nachylając się do niego.
— Aha! więc co chcesz? — zapytał po raz drugi i bezwiednie chciał się cofnąć do drzwi.
Malinowski zastąpił mu drogę i szepnął cicho, bardzo spokojnie:
— Nic... Zapłacę ci tylko za nią...
Oczy mu strzeliły mocnym stalowym błyskiem, a potężne ręce, podobne do tłoków, wysunęły się groźnie zaciśnięte.
— Z drogi, bo ci łeb rozbiję!
Strach nim zatrząsł, zobaczył w oczach Malinowskiego wyrok śmierci.
— Sprobój, sprobój!... — mruknął ponuro Malinowski.