Przystąpiła natychmiast do niego z wyciągniętą ręką.
— Dawno pana nie widziałam, dawno! — powiedziała z radością.
Pocałował ją w rękę i nie mógł się na nią napatrzeć.
Tak, to była Anka, ta jego dawna Anka z Kurowa, młoda, piękna, pełna sił i pełna czarującego wdzięku, prostoty i szlachetności.
— Pójdźmy za dziećmi, jeśli ma pan chwilę czasu.
— Cóż to za gromada? — odezwał się cicho.
— Z mojej ochrony273.
— Pani ochrony?
— Musiałam coś robić, a przy tym ta praca daje mi tak wiele zadowolenia, że staram się o pozwolenie na otwarcie drugiej.
— Zajmowanie się tymi dziećmi daje pani zadowolenie?