Jam je hodował na bezludnym borze,

Strzegłem, czy letnia, czy zimowa pora;

Dziś tego miejsca nie znalazłbym może,

Lecz każ wyszukać, gdzieś koło jeziora.

Las jakby wyspa — bagna idą w kółko,

Przy jedném bagnie jest krzyża ułomek,

A w środku wyspy nad samą rzeczułką,

W spróchniałym dębie wydrążony domek. —

Nie gardź podarkiem miłościwy książę!

A mnie na gardle74 skaraj jak mordercę,