Drzwi do kaplicy rozdarła siekiera,
Gdzie był złocisty obraz Zbawiciela;
Zabrano srebrne wzorzyste ornaty,
Złote kielichy i relikwijarze.
Do nóg Trojdena padał ksiądz brodaty,
Pewien, że świętość uszanować każe.
Trojden popatrzył na oblicze Chrysta:
«To Bóg wasz? — spyta — za cóż go męczycie?»
Stanął, podumał — i łza uroczysta
Z oczu pogańskich polała się skrycie;