Ale niebiosa próżno zaklina:

Niebo nie chciało przyjąć ofiary,

Nie ocaliło zdrowia Marcina.

Podczas morderczej bitwy z Tatary

Oszczep mongolski strzaskał mu ramię;

Strzała puszczona z twardej cięciwy,

Ostrym się grotem w piersiach załamie;

Rycerz się zachwiał, — padł jak nieżywy:

Wśród bojowiska nikt nań nie zważa.

Ledwie po bitwie, a ciemną już nocą