Ja do Oszmiany sam cię dostawię.

Moi rodzice żyją tam blisko;

I ja mam kraśny cel mych zalotów,

A jak jej imię, a jak nazwisko,

Nie powiem waści, boś odbić gotów».

Dzięki staraniom bratniej opieki

Od ran tatarskich boleść nie taka:

Marcin Studzieński chory, kaleki,

Został pod Kleckiem w chacie wieśniaka.

Część czwarta. Zgon Wojciecha Tabora