Marcin Studzieński powstał zdumiony,

Krew mu do twarzy warem nabiegła,

Wtém pisarz miejski wpadł z drugiéj strony,

Groźny jak Jowisz, krasny jak cegła;

Szeroko o tém gadano w mieście,

Że k’pięknéj Marii11 miał afekt rzewny,

Prawda czy kłamstwo — kto to wie wreszcie?

Ale pan pisarz był bardzo gniewny.

Poprawia pasa, czuprynę muska,

A pogładziwszy ręką po głowie,