Po całym kraju powieść się rozchodzi;
A lud się dziwi, że nie dany zgoła,
Ni dla ojczyzny, ani dla kościoła.
Jesienną nocą, sierota z pobliska,
Przyszła w ruinach szukać przytuliska,
Wicher się wkradał przez okna i szczyty,
Jęczał od gzémsów8 ceglanych odbity.
Puchacz wychylił ze strzelnicy głowę,
I wydobywał jęki nadgrobowe.
Smutniéj nad wichry, smutniéj nad puchacze,