Ku prześwietnego rycerstwa wygodzie.
A był to z dziadów, z pradziadów zbrojownik,
U nich rzemiosło szło z ojca na syna;
Bywało, pancerz czy koński nagłownik
Z żelaznéj blachy, jak z wosku wygina!
Późniéj postarzał, oślepnął i ginie:
Robota rzadsza, a tu człowiek chory,
Król miłościwy, panujący ninie34,
Już do pancerza nie to co Batory!
Zresztą dziś szlachta bogaciéj się stroi: