Boleść by może z wiatrem uleciała:

Próżna ochota, bo w nieszczęsnéj dobie,

I koń mój dzielny zesmutniał przy żłobie,

Gdy go dosiędę, z wolna się pomyka,

Jak obciążony trumną nieboszczyka.

Ludzie wy, ludzie! W szczérym rozhoworze1,

Niech ja się spłaczę, niech duszę otworzę,

Lecz mowa smutna, zgorzkniała i sucha,

Odstrasza ludzi i nikt jéj nie słucha, —

Ojcze mój, ojcze! Poradź mi w niedoli,