Obok kościoła, zbudowano jeszcze kaplicę na cmentarzu na tymczasowe nabożeństwo i szpital dla ubogich z sześcią pokojami.
Spytajmy raz jeszcze; kto dźwignął na ustroniu niezamożnej Litwy, tę ogromną, bo 200 kub. sążni kamieni i 400000 cegieł mieszczącą, świątynię? Ten, czyim ta budowa jest przybytkiem, Ten, o którym wyrzekł psalmista, że „jeśli nie zbuduję domu, na próżno nad nim pracuje rzemieślnik”. Opatrzność jest autorem tego zdumiewającego dzieła; ale Opatrzność za narzędzie swej woli wyborne w księdzu Dębińskim obrała narzędzie.
Gorliwość o wiarę, skromność, podziwialiśmy w tym kapłanie, widząc go pracującego w swojém piękném posłannictwie wprzód jeszcze, nim mieliśmy zręczność zdumiewać się nad rezultatem jego starań. Świadek i narzędzie cudu, z jakąż prostotą skreśla w małym pamiętniku o Duksztach, swoje olbrzymie prace! z jaką skromnością Bogu wszystko przypisując, dodaje: „Tu potrzeba wyznać, że Bóg wyprowadza chwałę Swojego Imienia, nie z bogactw, nie z potęg lub geniuszów wstrząsających światem; ale jak Dawid powiedział, z ust niemowląt ssących, to jest z niczego, aby człowiek w swej dumie i zarozumiałości nie mógł powiedzieć: to moje jest dzieło, lecz by się upokorzył, oddał cześć Bogu, i Jemu, a nie sobie wszystko przyznał!”.
Z jakże rzewną chlubą przychodzi nam w końcu, ukazać na kościół duksztański jako na pomnik wiary, naszego wieku, naszéj litewskiéj społeczności, jako na dowód, żeśmy nie zerwali z Niebem, że zatem na Jego miłosierdzie liczyć możemy!
Pięknym być musiał dzień 11 (23) października dla serca naszego arcypasterza ks. Wacława Żylińskiego, owocześnie biskupa wileńskiego, który tylu i tak stanowczémi pomocami przyśpieszył dźwignienie duksztańskiego kościoła; a każdemu z nas, gdyby sądzono dożyć w podobnym dniu urzeczywistnienia modły naszego życia, jak to Niebo dozwoliło ks. Dębińskiemu — dzień ten nazwalibyśmy koroną naszego życia.
W krótkich słowach opiszemy konsekrację kościoła: bośmy nie będąc wtedy w Litwie, nie zdołali pośpieszyć na tę rzewną uroczystość. Po konsekracyjném nabożeństwie, na którém niezliczone tłumy okolicznych panów, szlachty i ludu zasyłały swe modły do Boga w nowéj świątyni, a na którém autor Życia św. Jadwigi, ks. A. Lipnicki i jeszcze jeden z kapłanów dali się słyszeć z pełnémi namaszczenia wyrazy, — po nabożeństwie, które się ukończyło o godzinie drugiéj po południu, niezmordowany w pełnieniu funkcyj dobrego pasterza, arcybiskup udał się jeszcze do kościoła, gdzie z górą 700 osobom udzielił sakrament bierzmowania.
Dzień ten, powtarzamy, był chlubą dla kościoła naszego, dla prowincji litewskiéj dla diecezji wileńskiéj; lecz „nie nam, Panie, nie nam daj chwałę, ale Imieniu Twojemu”!
Wyjechawszy z miasteczka przebywamy rzekę Duksztę, a nasyciwszy rozmarzone oko widokiem kościoła, którego nowe kopuły i krzyże świecą na niebiosach brylantowémi ogniami — spuściwszy się ze stroméj góry wjeżdżamy w piękny las liściowy, który gdyśmy przebyli, otwiera się przed nami ładna równina. Fizjonomia okolicy znacznie się zmienia.
Rzeka Dukszta jest granicą téj zmiany, nawet rzec można, pod względem moralnym góra utrudnia jeżdżenie do Wilna, stąd mieszkańcy okolic, w które się zapuszczamy, mniéj są narażeni na polor miastowy, mniéj oszukiwani — a tém samém mniéj oszukujący. Obyczaje miejscowe ściśle się zachowują, ubiór krajowy bardziéj jest szanowany.
Wjeżdża się następnie do wsi Ojran, dobrze zabudowanéj i opatrzonéj wygodną gospodą: znać byt dobry u ludu, który tu jeszcze mówi polskim językiem. Ale właśnie przez tę wieś przechodzi granica plemion i mowy Rusinów i Litwy. Zacierające się, ale jeszcze dosyć wyraźne różnice, nie tylko w mowie, ale w ubiorze i obyczajach, dają się widzieć. Skreślmy te różnice, tém bardziéj że mamy pod ręką wyborny materiał72, a recenzenci warszawscy nam zarzucają, że w naszych Wycieczkach jest za mało etnograficznych studiów. Zarzut bolesny, bo mający dowodzić, że nie znamy i nie kochamy naszego ludu.