Mąż urodziwy i wspaniały, twarzy ściągłéj, rumianéj, nosa wydatnego, z długą światło-rusą, nieco posiwiałą brodą, ołysiały i nieco na lewą stronę chromiejący, wsparty na lasce lub na ramieniu giermka. W błękitnych jego oczach świeci rozum i jak błyskawica przemiga sprytna myśl fortelu, stanowiąca cechę owoczesnej dyplomacji. Takim widzimy w gronie dworu, otoczonego dziećmi, protoplastę rodu Jagiellonów, rozrodzonego jak gwiazdy na niebie. Silny przewagami oręża, otwiera przecież pogranicze dwóch epok: bo już promienna jutrznia prawdziwego postępu, widniejąc za nim, ozłaca wierzchołki grodów i baszty zamków Litwy.
Ale nim się łagodne światło téj jutrzenki wybiło na widok całkowicie, długo jeszcze długo tłumiła je krwawa łuna pożarów, które po Litwie szerzyli Krzyżacy. Przez całe następne po Olgierdzie panowanie Jagiełły, nad wszystkiemi niemal grodami Litwy, po wybrzeżach Niemna i Wilii, przeleciała łuna ogniów ręką Krzyżacką wznieconych. Kowno, Grodno, Troki, kolejno już to wpadały w ich ręce, już się odzyskiwały. Daléj jednak na wschód za Wilno, nie odważały się iść niemieckie zagony. Ale gdy małżeństwo Jadwigi z Jagiełłą zapowiedziało połączenie się dwóch silnych krajów, a tém samém osłabienie potęgi Krzyżaków, — ogarnęła ich trwoga. Cesarz niemiecki podobną trwogą powodowany, podał rękę Krzyżakom. Tłumy rycerzy niemieckich szukających przygód zbiegły się pod Królewiec i w sierpniu 1384 miała miejsce rycerska uczta honorowa, na któréj cała Germania wzniosła piérwszy toast na zagubę zarazem Polski i Litwy. Rozwinięto chorągwie — ruszono, — statki naładowane żywnością i bronią płynęły Niemnem — wojska szły jego wybrzeżem. Przy ujściu Niewiaży zatrzymały się statki, a wojsko krzyżackie, okrążywszy Kowno, przyszło nad Wilię. Litwini wstrzymali przeprawę. Po krwawéj bitwie, odparłszy Litwinów, Niemcy przebyli rzekę i sześciu oddziałami ruszyli plądrować Litwę. Okrążając Wilno, gdzie się lękali odporu, przez rzekę Mereczankę, przez Olkieniki, Soleczniki poszli ku Oszmianie, w zamiarze uderzenia na Krewo. Coś jednak przeszkodziło im do wykonania zamiaru: bo od Oszmiany zwrócili się do Miednik, i tu się zatrzymali może dla skoncentrowania rozpierzchłych sił swoich. Nie wiadomo, czy zdobyli zamek, czy się tylko zatrzymali go oblegać; ale musieli być pewni siebie, gdy pod murami Miednik wielki ich mistrz Konrad Zolner odbywał obrzęd pasowania na rycerzy, sprawiał igrzyska i uczty. A było i czego je sprawiać, narabowawszy w Litwie takie mnóstwo żywiołów, że wołu przedawali za pół talara, a owcę za szyling! Tymczasem Litwini, mając na swém czele Skirgiełłę i Witolda, przecięli im odwrót, tamując przejście przez Niemen i Wilię. Ruszyli tedy spod Miednik, a ścigani i bici po drodze, zaledwie z trudem przebywszy Niemen w Rumszyszkach, z ogromną stratą wrócili do swoich posiadłości56. Cała droga, o któréj mówimy, pełna jest bojowych i mogilnych kurhanów, na polach dziś jeszcze znajdują ułomki uzbrojenia i oręża, na którym cechy krzyżackie łatwo rozeznać.
Miedniki za Kazimierza Jagiellończyka były letnim królewskim pobytem. Panujący ten, wedle ówczesnego zwyczaju, zmuszony do ciągłego objazdu kraju, czy bawił w Polsce czy w Litwie, nie narażając swéj dziatwy na stołeczne gwary, starał się mieć je z ich nauczycielem nieopodal siebie, w jakiéj zacisznéj ustroni. Gdy mieszkał w Polsce, dziatwa ta już to na Tyńcu, już w Lublinie bawiła57; gdy się przenosił do Litwy, miejscem pobytu ich były Miedniki. Dzieci te były: Jan Albrecht, Aleksander i Zygmunt, późniejsi królowie Polscy, oraz Kazimiérz, który uznany za świętego, dotąd potrzeby naszéj Jagiellońskiéj ziemicy Panu Zastępów przekłada, — a ich nauczycielem był sławny Jan Długosz, pierwszy w ścisłém znaczeniu historyk Polski.
Nie trzeba być wielkim marzycielem, aby tu na miejscu, stąpając po śladach tych trzech ważnych historycznych postaci, widzieć oczami wyobraźni tę śliczną grupę. Najweselszym, najmówniejszym i najbardziej bystrym chłopakiem, musiał być Zygmunt (nazwany późniéj Starym); musiał lubić kwiaty, rwać je z ogrodów i łąk miednickich i przystrajać niemi swe dziecinne czoło, kiedy wiémy z historii, że na starość rad chodził w różanym wieńcu; musiał dowcipkować z braćmi, tak jak późniéj będąc już królem i starcem, dowcipkował z dworzany. Chorowity Aleksander zdaje się mętnym wzrokiem poglądać na nagie wzgórki i dalekie lasy. Ponury Jan Albrecht patrzy w ziemię. Piękny Kazimiérz anielskie oczy zwraca ku niebu, swojéj ojczyźnie; na ustach jego modlitwa, w całéj twarzy niepokalana skromność. A Długosz, jak go znamy z opisów spółczesnych, w czarnéj duchownéj todze, miernego wzrostu, chudej, ale przyjemnej twarzy, z nosem sporym, z oczami żywemi, lecz osadzonemi głęboko — czyta pergaminowy wolumen kroniki Mateusza Cholewy; niekiedy zwraca uwagę na młodych wychowańców i jąkając się (bo taką miał wadę), odpowiada po łacinie na ich dziecinne pytania. Dziatwa mówi biegle językiem Rzymian, ale i mowa Polska nie jest jej obcą: bo wiémy, że w r. 1469 Kazimiérz witał po Polsku ojca wracającego ze Lwowa58. Wychowanie królewiców było tak piękne, że Aleksander legat papieski wyznał, iż na żadnym dworze nie widział królewiców tak wyuczonych i zarazem tak przyjemnych.
Kazimiérz święty przebywał lub gościł w Miednikach aż do swéj śmierci, która nastąpiła 1484 r. Wszyscy historycy twierdzą, że umarł w Wilnie; ale Narbutt, na świadectwie kazania księdza Golańskiego, Miedniki naznacza miejscem jego świętego zgonu59. Podanie historyczne, nie dosyć zresztą udowodnione, twierdzi, że przed rokiem 1638, tj. nim wzniesiono i wyporządzono dzisiejszą kaplicę św. Kazimiérza przy katedrze wileńskiéj, ciało jego przez lat kilka złożone było w zamku miednickim. Wszakże za Zygmunta I, około 1517 r., zamek miednicki już stał w ruinach60. Dopełnił ostatecznej tego miejsca ruiny napad Rosjan w 1519, którzy całą drogę z Mińska do Wilna przeszli z ogniem i mieczem61. Był tu jeszcze niedawno kościół odwiecznéj fundacji, w którym się utrzymywali karmelici czy podobno augustiani62. Nie możemy w téj chwili sprawdzić, który z tych dwóch zakonów miał tu swój klasztor i kiedy ten przestał istnieć.
Francuzi w odwrocie 1812, spalili wioskę tutejszą oraz dwór przyległy i obozowali pod murami spustoszonego zamku, niecąc ognisko z berwion budowlowych i sprzętów. Tu spłonęła znaczna część raptularza zacnego Ławrynowicza, którego resztki podał nam w wybornym Pamiętniku Kwestarza p. Ignacy Chodźko.
Za Miednikami miejscowość równa, grunt gliniasty i niezmiernie kamienisty, krajobraz niebogaty. Wymijamy karczmy, które liczyć odpada już ochota, i po małym mostku przebywszy rzekę Słomiankę, stajemy przed położoną w dolinie drugą z kolei stacją pocztową zwaną Kamiennym Łohem.
Stacja po jednéj, karczma po drugiéj stronie drogi, góry zamykają ze trzech stron widok. Na jednéj z gór widnieje wioska, — a tuż przy drodze spory kawał łąki, tak gęsto usypany ogromnemi kamieniami, iż kosić jéj niepodobna. Zdaje się, że ta łąka (po rusińsku łuh) dała nazwę miejscu, nie zaś loch kamienny, jak to miejsce nazywa się w dawnych dokumentach: o żadnym bowiem lochu ani śladu, ani podania dopytać się na miejscu niepodobna.
Wioska Kamienny Łoh należała do dóbr nieruchomych stołu biskupiego. Za Waleriana Protassewicza biskupa wileńskiego liczyło się w niéj 10 chat włościańskich. Tenże Protassewicz na dniu 25 sierpnia 1578 nadał tę wieś wespół z Miednikami i innemi licznemi dobrami, jezuitom wileńskim, jako fundusz ich akademii, — co Stefan Batory w dniu 1 kwietnia następnego roku potwierdził. W téj ustronnéj od gwaru miejskiego zaciszy, przemieszkiwali zajęci pracą umysłową poważniejsi ojcowie. Tu za rektorstwa swojego przebywał wiekopomny Piotr Skarga, o którym Niesiecki63 zapisał podanie, będące w związku z Kamiennym Łohem. „Gdy był w Wilnie rektorem, pokazał mu się brat jeden tegoż zakonu (ten rzemiosłem mularz, rodem Włoch, mając już zaręczoną sobie oblubienicę, wstąpił w Polsce do zakonu Societatis, gdzie tak pilno i usilnie pracował, że od wapna i ciężkiéj owéj pracy ręce mu się krwią oblewały; zachęcał go do takiéj roboty częstokroć ks. Skarga, obiecując mu w niebie nagrodę), tejże godziny, któréj z ciała wyszedł, w Kamiennym Lochu, cztery mile od Wilna (właściwie 5) będącemu Skardze, ukazał się, rękami zbytnie jasnemi, mówiąc do niego: »Otoż, ojcze, wziąłem zapłatę w niebie, którąś mi obiecywał za pracę moję64«”.
Po kasacie jezuitów, komisja rozdawnicza dobra Kamienny Łoh, przynoszące 5400 zł. p. rocznego dochodu, oddała Michałowi Karędze, staroście okołowskiemu, przyjmując ewikcję na jego majątku Bułhakowsku, położonym w województwie trockiém65.