O autosugestii mówimy, gdy ktoś sam w siebie wmawia i podtrzymuje w sobie jakieś przekonanie nieoczywiste. Ono może dotyczyć czegoś poza człowiekiem, albo, co się najczęściej zdarza, dotyczy stanu własnego ciała. Tak np. bywa, że ktoś wmawia w siebie osłabienie ogólne, bezwład rąk, niemożność mówienia, brak apetytu, kiedy lekarze nie mogą stwierdzić żadnego powodu do tych objawów.
Z drugiej strony niektórzy zalecają skarżącym się na cierpienia pozbawione widocznego powodu leczenie się przy pomocy autosugestii. Tak np. znany aptekarz francuski, Coué, doradzał takim cierpiącym i ludziom przygnębionym powtarzać kilkadziesiąt razy z rzędu co dzień: „To mija, to przejdzie”. I to pomagało.
Sen hipnotyczny albo hipnoza jest też wytworem sugestii. Usypiacz wmawia w człowieka, który się chce temu poddać, a leży lub siedzi w wygodnym fotelu, że za chwilę uśnie. Każe mu tymczasem patrzeć w jakiś punkt świecący albo usypiaczowi między oczy i mówi mu z cicha a tonem przekonującym, że już mu się powieki zamykają, zaciskają, że mu głowa cięży, a senność rozchodzi się po ciele. Następnie, że oczu otworzyć nie potrafi, że mu ręce bezwładnie opadają i zwisają, a potem że się roztworzyć nie dają, tak się zacisnęły mocno. Wielu ludzi wtedy zapada istotnie w osobliwy sen, nie tracąc porozumienia z hipnotyzerem. Słuchają go wtedy ślepo i wierzą mu. Pozwalają w siebie wmówić, że kartofel to jabłko, że dotykający ich ołówek to zapalony papieros, że jadą pociągiem lub samolotem, że są małymi dziećmi, że ktoś obecny wyszedł z pokoju i wiele innych rzeczy. Jeszcze po zbudzeniu się wykonują rozkazy dane im podczas hipnozy, choćby były dziwaczne. Nie można jednak nikogo przez hipnozę zmusić do zbrodni, której by i sam, bez hipnozy, nie był wykonał. Dawniej stosowali hipnozę lekarze dla odzwyczajenia ludzi od nałogów, dla poprawy w cierpieniach psychicznych, ale dziś to wyszło z mody, bo więcej przynosiło szkody niż pożytku. Hipnoza łatwo wchodziła w nałóg, poddawała usypianego w niewolę usypiacza i osłabiała wolę nawykłych do hipnozy. Nie powinni się nią bawić ludzie, którzy nie są lekarzami. Łatwo przy niej o oszukiwanie drugich i siebie samego, a także o wybuchy płaczów i krzyków, przerywane śmiechem, z którymi nie wiadomo co począć, i łatwo o szantaże12 potem. Więc nigdy bez świadków i nigdy bez lekarza.
I. Pytania
1. Jakie sądy nazywają się prawdziwe, a jakie fałszywe?
2. Powiedz kilka zdań ogólnych twierdzących i kilka zdań szczegółowych przeczących i zastanów się, czy te zdania wyrażają twoje przekonania czy też supozycje.
3. W jakim stosunku zostają dwa pojęcia: „człowiek znajomy ci” i „człowiek uczciwy”? A te dwa: „człowiek” i „zwierzę”? A te: „koń” i „ptak”? A te: „kwadrat” i „czworobok”? A te dwa: „liść bobkowy” i „liść laurowy”?
4. Jaki sąd byłby sprzeczny z sądem: „jest już ciemno”?
5. Jaki stosunek zachodzi między sądem: „żadna żaba nie kąsa”, a drugim: „żaby zielone nie kąsają”?
6. Czy możesz z sensem połączyć dwa wymienione pod 5 zdania spójnikami takimi, jak „bo”, „ponieważ”, „dlatego że”, „a więc”?