twoje łzy w moich ustach rozkleiły kłótnię.

od rana czekamy, czy pan nas zechce,

czy u niego zamieszkamy.

albowiem zbłądziliśmy szukając miejsca dla siebie nie tam

gdzie trzeba, przez cały tydzień.

i nie zapadły żadne decyzje, które nasze by były.

albowiem wybór od początku zależy od pana.

bordowe schody i chmury w oknach na drugim piętrze

za bramą z brązu, z metalową skrzynką z napisem „Briefe”8 należą do pana.

i światło w podwórzu.