— Bo ona tak chciała, nic więcej.
Wszystkie wtedy dostały. Bo jedna kapowa20, taka führabtarina21, powiedziała o jednej z nas, że ona robi geszeft22. Że coś kupuje. I za tę jedną wszystkie dostały. Ale oczy ona robiła geszeft? Ja nie wiem.
Uciec nie można było. Jedna panienka uciekła. To ją złapali i powiesili. Taki tam stał słup i hak... Było nas z dziesięć tysięcy na placu i musieliśmy wszystkie na to patrzeć.
Była spokojna, bardzo spokojna. Esman23 spytał się, co ona chce przed śmiercią. A ona powiedziała: „Nic, nic, prędzej zrób, co chcesz”. Dwadzieścia lat miała, była delikatna.
Byli też dwaj bracia. Oni się później sami powiesili.
Wstała, żeby wypuścić robotników, którzy już skończyli swoją pracę. Ale wróciła zaraz i usiadała na swym miejscu.
— Raz przyszedł esman ze Skarżyska-Kamienna24, szef Infling25. Powiedział: „Kto chce pracować, to pojedzie do pracy”. Umiałam pracować, to pojechałam. To była fabryka amunicji.
Tam nie dostałam bicia ani razu. Ale tam też co raz była selekcja; jak już kto raz był w szpitalu, to go zabili. Kto miał zwolnienie od pracy, choćby parę dni przestał robić, już go zabili.
Ja miałam tylko jedno oko i zrobił mi się na tym oku taki jęczmień jak wrzód. No to byłam ślepa. Ale pracowałam, żadnego dnia nie opuściłam, po dwanaście godzin. Tydzień przez dzień, tydzień przez noc. I widzi pani, nie uwolniłam się, nie poszłam do doktora. Bałam się. Bo to była śmierć. Myślałam, że może przeżyję i tak, a może...
Uśmiechnęła się nieśmiało i wstydliwie.