dziwne łaty z nich układa.

Gdy podniosły się grubaski,

śmiech każdego porwał pusty.

— Mój liść wklęsły! a mój płaski!

Mój z łopuchu! mój z kapusty!

Lecz czy Środy dobre chęci

zechce uznać srogi tata?

czy rad będzie z tych pieczęci

zieloniutkich jak sałata?

— Do dom34 nie ma wracać po co,