To powiedziawszy, ptaszek zerwał dziobkiem liść jeden cały podziurawiony i położył przed Guciem.
— Patrzaj, co za straszne spustoszenie zrobiła tu gąsienica — powiedział — wygryzła wszystką zieleń ze środka, pozostawiwszy tylko nerwy. To już nie liść, to szkielet!
Gucio milczał zdziwiony, spoglądając kolejno to na wróbla, to na liść, na którym wiła się gąsienica, ściągając i rozciągając czarne pierścienie swego ciała, upstrzone tu i ówdzie białymi cętkami i kępkami ciemnożółtych włosów.
— Ta niszczycielka nazywa się pierścienica — rzekł wróbel — czy widziałeś ją kiedy?
— Widziałem — odrzekł Gucio — ale nie przypuszczałem, żeby pożerała liście.
— Liście są dla drzew tym samym, czym dla ludzi i zwierząt płuca — świergotał ptaszek dalej, podczas gdy pani wróblowa schwyciwszy gąsienicę i rozerwawszy na sztuki dawała je dzieciom do zjedzenia. — Drzewo nimi oddycha i czerpie z powietrza wilgoć, zasilającą cały jego organizm; gdy zatem płuc mu braknie, musi umierać na suchoty. Wypędź nas z tej poczciwej gruszki, rodzącej wyborne soczyste owoce, a zobaczysz, że w przyszłym roku ojciec twój każe ją ściąć na opał. Nie dość na tym: jajka pierścienic i poczwarki rozmnożą się na niej tak niezmiernie, że zniszczą cały ogród.
Gucio słuchał, nie spuszczając oczu z wróbelka: ten niepozorny szaraczek odkrywał mu dziwne rzeczy.
— Gdybyś, chłopczyku, przyjrzał się kiedy na wiosnę, jak całymi legionami uderzamy na hordy niszczycieli pożerających chciwie młodziutkie pędy zbóż, zrozumiałbyś, że jesteśmy użytecznymi robotnikami, ratującymi od głodu człowieka, który częstokroć odpłaca się nam niewdzięcznością, żałując odrobiny ziarna. Strzela on do nas, chwyta w sidła i niszczy nasze gniazda!
W historii ptasiego rodu znajduje się niejedna krwawa karta. Sto lat przeszło temu Fryderyk Wielki, król pruski, o którym musiałeś słyszeć, sławny z zaborów i skąpstwa, osądziwszy, że za wiele zjadamy mu zboża, nie tylko wydał wyrok zabraniający wróblom przebywania w granicach jego państwa, ale nawet nałożył cenę na nasze głowy, jak gdybyśmy byli przestępcami politycznymi. Wymordowano nas wtedy setki tysięcy; ale zaraz w następnym roku robactwo tak bardzo zniszczyło plony rolników, że Wielki ów Fryderyk odwołał wyrok i dawał nagrody pieniężne mieszkańcom swego państwa za każdego sprowadzonego doń żywego wróbla. Garstka wychodźców32 wróciła wtedy z tryumfem; ale mój prapradziad, który cudem tylko uszedł śmierci i pod gościnnym dachem polskiego wieśniaka znalazł przytułek, nie chciał już wracać. Pokochał on Polskę jak własną ojczyznę i w niej też chciał złożyć swoje kości... We Francji, na Węgrzech i we Włoszech cierpieliśmy także czas jakiś podobne jak w Prusach prześladowanie. Wypędzano nas, a potem znów gwałtem sprowadzano, zachęcano wszelkimi sposobami do osiedlania się, a nawet urządzano nam na drzewach gotowe już mieszkania...
— Co za dziwne koleje losu — odezwał się Gucio, słuchający z wielkim zajęciem tego opowiadania — nigdy bym nie pomyślał, że wróbel jest przyjacielem i dobroczyńcą człowieka!