— Czy to jest ów człowiek pokutujący, o którym mi opowiadałaś?
— Tak jest, Najjaśniejsza Pani — odpowiedziała, i trącając Gucia, szepnęła doń — Odezwijże się! Stoisz jak niemy. Co królowa o tobie pomyśli!
Gucio zdjął czerwoną czapeczkę i obracając ją w łapce rzekł, jąkając się trochę:
— Chciałem prosić Waszą Królewską Mość o pozwolenie zwiedzenia całego ula.
— I owszem — odrzekła łaskawie — znam twoją historię, chłopcze, i wiem, że masz wrodzony wstręt do pracy.
Gucio spuścił głowę.
— Może nauczysz się ją szanować i cenić, tak jak się nauczyła twoja przyjaciółka Joasia, gdy się rozpatrzysz w urządzeniach naszego państwa. Joasiu, oprowadź gościa i pokaż wszystko, co tylko może go interesować: nasze zapasy, warsztaty, zakłady wychowawcze, a nie zapomnij przy tym poczęstować go miodem.
To powiedziawszy, Jej Królewska Mość dała znak łapką, że posłuchanie skończone i odeszła w górę ze swoim orszakiem. Joasia miała nadzieję, że się ono przeciągnie dłużej; ale upał na dworze był straszny, gorąco w ulu trudne do zniesienia, więc monarchini skinęła na swoje damy honorowe, które spuściwszy się na sam dół ula rozpostarły skrzydełka i zaczęły nimi wachlować w taki sam sposób, jak te, które Gucio widział przy wejściu. Ożywczy prąd świeżego powietrza dochodził aż do królowej.
— Jakież wrażenie zrobiła na tobie królowa matka? — spytała Joasia, gdy się nieco oddalili.
— Przyznam ci się — odrzekł z pewnym zakłopotaniem — że wszystko, co tu widzę, jest dla mnie zupełnie nowe. Jak żyję, nie widziałem nigdy żadnego króla inaczej jak na obrazku i to byli wszystko ludzie z wąsami i koronami na głowach, ale żeby owady rządziły poddanymi, to mi się wydaje tak dziwne...