— Robinson był przynajmniej o tyle szczęśliwszym od pani — mówił dalej — że miał Piętaszka, a pani nie masz nikogo. Ludzie zmuszeni żyć pod jednym dachem powinni koniecznie wynaleźć sobie jakiś modus vivendi55 i jakiekolwiek bądź byłyby ich antypatie, czynić wszelkie możliwe usiłowania w celu uczynienia się nawzajem znośnymi.
„Ma słuszność — pomyślała — życie obecne jest dla mnie nieznośne. Dobrze byłoby uczynić je cokolwiek znośniejszym”.
— Z wyjątkiem ojca mego — mówił dalej — zdajesz się pani do nas wszystkich jednakową czuć antypatię, że już nie mówię o sobie, którego zaledwie pani raczysz znosić.
Lekki rumieniec zabarwił lica Helenki.
— Odpłacam tylko pięknym za nadobne — odpowiedziała. — Oprócz ojca pańskiego, bardzo surowego dla mnie, pomimo okazywanej mi życzliwości, nie mam tu nikogo, co by czuł dla mnie choć odrobinę sympatii. Ale proszę nie myśleć, że się na to skarżę — dodała z pośpiechem — tłumaczę się tylko z uczynionego mi przez pana zarzutu. Nie potrzebuję sympatii niczyjej. Obywam się tu bez wielu rzeczy, potrafię się obejść i bez tego.
Mówiąc to spuściła oczy dla ukrycia łez, jakie w nich zabłysły.
— Winszuję pani — rzekł Andrzej, udając, że wierzy jej słowom — ale nie zazdroszczę. Rzadko kto może się zdobyć na podobny stoicyzm, ja przynajmniej nie potrafiłbym. Sympatia ludzka nie jest mi rzeczą obojętną i nie gniewałbym się wcale, gdyby na przykład pani, zamiast nienawidzić, lubiła mnie troszeczkę.
Oczy Helenki pociemniały, błysnęło w nich coś na kształt gniewu.
— Nie znaczy to jednakże, żebym sobie rościł do sympatii pani jakiekolwiek prawo. Jest to nawet rzeczą niemożliwą, ponieważ mnie pani prawie nie zna. Myli się pani jednakże, przypuszczając w nas wszystkich niechętne dla siebie usposobienie. Wszyscy bez wyjątku jesteśmy pani życzliwi, ale za mało panią znamy, abyśmy mogli panią pokochać. Piękna powierzchowność, jaką natura panią tak hojnie obdarzyła, nie wystarcza jeszcze do pozyskania miłości.
Helenka przygryzła wargi. Patrzyła na niego z nie ukrywanym zdumieniem. Każdy inny na jego miejscu powiedziałby: „Ach, pani, któż by pani nie uwielbiał! ”, a ten nie wahał się mówić jej w oczy bez zająknienia, że nikt jej dotąd nie pokochał i że jej powierzchowność nic nie znaczy. Andrzej mówił dalej: