— Tak, tylko stronice zlepiły się ze sobą. Oto patrzcie.
Dzieci pochyliły się nad stołem i na pożółkłej karcie wyczytały, co następuje:
— Dokumenta rodzinne, prawa własności, dowody przynależności lasów na Hajwie do dóbr niżpolskich i papiery dotyczące spraw rodziny Charlęskich znajdują się zakopane w skrzynce żelaznej, w miejscu, gdzie o samem południu, w miesiącu Semptembrze, słońce pada na krzyż.
— Na jaki krzyż? — zapytała Marta, podnosząc głowę.
— Właśnie — powiedział ojciec — od czasu znalezienia przez was tego papieru debatujemy nad tym, na jaki krzyż?
Dzieci stały oszołomione. Sprawa przybierała obrót zupełnie już fantastyczny. Zżółkły pergamin, tajemniczy napis, który za wszelką cenę odgadnąć trzeba!... Można było oszaleć:
Olek zapytał nieśmiało:
— Czy mogę powiedzieć, co o tym myślę?
— Powiedz — zgodził się ojciec.
— Myślę — rzekł chłopiec poważnie — że w zameczku musiała być kaplica i że w tej kaplicy był krzyż, i że to o tym krzyżu mowa; może o tym samym, który dziś wisi w kaplicy hołowińskiej.