Tom zniżył się do Ani, pewien tym razem efektu.
— Aniu, czy masz swój bilet? — powtórzył pytanie.
— Nie mam — powiedziała Ania i spojrzała na Toma z zaciekawieniem.
Wówczas Tom wyciągnął z kieszeni biały, sztywny kawałek kartonu i rzekł z godnością:
— A ja mam!
— To jest bilet? Prawdziwy? — zapytała Ania, dotykając go paluszkiem.
— Nie dotykaj, bo zgubisz — rzekł Tom pełen powagi i majestatu — a wówczas musiałbym wysiąść na najbliższej stacji. Nie mógłbym przecież jechać bez biletu!
— Mógłbyś wleźć pod ławkę — rzekła, śmiejąc się, Marta — a tymczasem puść mnie do okna.
— To nie byłoby uczciwie! — zaprotestował Tom.
— Owszem, bo przecież bilet naprawdę jest kupiony, a gdyby zginął, to byłby tylko wypadek.