Czarnoziem rozsadza chodnik.

Pod każdą milczącą powłoką wietrzysz petardę treści.

Niebo od gwiazd się przepali

jak od rozwianych pochodni.

Przypływ i odpływ pociągów czas wzbierający obwieści.

A kiedy krzyczysz;

«śmiech»,

trzydziestodwuzębne rżą baby.

A kiedy szepczesz:

«śmierć»,