To „nie” uratowało życie Uagi. Lecz co to było za życie!
Jak jejmość Skruzda, wszechwładna pani w całym dworzyszczu, tak wszyscy odwracali się od Uagi. Gdy przemówiła do jakiego dziecka lub chciała je wziąć za rękę, uciekało z krzykiem, kryjąc się za węgieł, a słudzy i dworzanie spod oka na nią patrzyli. Jedna tylko Peleda okazywała jej życzliwość, z którą wszakże musiała się kryć przed ukochaną swą panią.
Uaga z nadejściem wiosny kryła się dzień cały w lesie. Tu mogła się modlić. Lecz z tą modlitwą kryć się również musiała.
Gdy wiosenna burza drzewami wstrząsnęła, Uaga myślała sobie:
— Drzewa gniewają się, że im zakłócam spokój...
I oto ona, która w drodze myślała sobie:
„Nawrócę ich wszystkich, będą jako pierwotni chrześcijanie!”
Teraz żyła bezradna, nie umiejąc pięknych swych marzeń urzeczywistnić.
Aż oto pewnego dnia znaleziono nieszczęśliwą w lesie, ale znaleziono ją nieżywą. Odzież miała poszarpaną, twarz mocno zeszpeconą, włosy z czaszki obdarte.
— Niedźwiedź ją pogłaskał — zawyrokowali ci, co ją znaleźli.