— Sekretarz wielkiego mistrza kazał się dozorcy dziesiątego podwórca w tej chwili stawić!
Sala i Sienicha
Kobiety podniosły się z ziemi, zataczały się jakby z wielkiego lęku i razów, jakie otrzymały, sił do dalszej podróży nie miały. Oczy im wszakże błyszczały, a obejmując jedna drugą, rzekomo dla podparcia się wzajem, czuły, że im serce gwałtownie dygocze. Gdy zaś odeszły od wałów ze dwie staje12, Sala nie mogła powstrzymać swojej radości.
— Widzicie, babo, widzicie, chcieliście już uciekać, a tak nam się udało, jak nigdy!
— Bałam się o ciebie, dziecino, o ciebie... Byleby jeszcze za trzy dni można zasięgnąć języka, a naszym jak najprędzej dać wiedzenie — dorzuciła.
— Ach, ten Kuba, ten Kuba, jak on pociesznie udawał, że wali mnie pięścią, a szeptał: „Bądź spokojna, Salo, baczę na wszystko, co się dzieje w Zakonie, a choćbym miał życie położyć, dam wam o wszystkim wiedzenie”.
— Bóg znać posłał go między te wilki, aby służył narodowi — westchnęła stara.
— Twoja to zasługa, babo — ozwała się miękkim głosem dziewczyna — odkąd nam go zabrali, ty czuwasz nad nim i nie dałaś mu się zniemczyć.
— On dałby się zniemczyć, on?
— Gdybyś nad nim nie czuwała, kto wie, co by się stało, toć przecie nie miał lat ośmiu, kiedy nam go zabrano. Coś ty użyła, jakich fortelów, by nie zapomniał mowy, a udawał, że jej zapomniał i Niemcom się zaprzedał. Coś ty użyła, wiesz tylko ty i sam Bóg na niebie — ciągnęła dalej Sala, przyciskając ramię baby z serdecznym uczuciem.