Nie chodziło mi o to wino, bo to była fraszka na owe czasy, ale że nie jestem zwolennikiem rozmyślnego pijaństwa, odpowiedziałem:
— Ale gdzież tam, już niepełna!
— Jeśli niepełna, to tym ci lepiej — poderwał pan podstoli — prędzej zajedziemy do domu.
— Jak waszmość chcecie — odpowiedziałem chmurnie i wyszedłem, abym już tego nie miał na moim sumieniu, co się tam będzie działo. Poszedłem na miasto, bo Krosno jest to piękne miasteczko: stare, bo ma jeszcze od Ludwika Węgierskiego przywileje; katolickie i wierne, bo ma kilka kościołów, a Żyda w nim ani na oko; miłe, bo ma wiele starożytnych pamiątek. Pomiędzy innymi są tam pod kościołem oo. franciszkanów trumny obojga Oświecimów, brata i siostry, którzy, zapłonąwszy do siebie nieczystym ogniem, chcieli się byli pobrać i na to już dyspensę od Ojca Świętego dostali, ale Bóg jednak tej zgrozy nie dopuścił i przed ślubem jeszcze zabrał oboje z tego świata. Powiadano mi, że ich ciała leżą tak całkowicie do dziś dnia, jakby dopiero wczoraj były chowane, więc mnie ciekawość wzięła ten cud boski obaczyć. Przyszedłszy do furty klasztornej i znalazłszy ją niezamkniętą, wszedłem w dziedziniec. Zaraz też wyszedł mnich jeden z klasztoru, więc ja do niego.
— Laudetur Jesus Christus31.
— In saecula saeculorum32. Czym możemy służyć waszmości?
— Chciałbym, gdyby to można, nawiedzić groby Oświecimów.
— A to na co? — zapytał mnich surowo. — Ciekawość was tu przywiodła patrzeć się na ofiary bożego gniewu, jak na światową komedię?
— Nie ciekawość, mój ojcze — odpowiedziałem — ale uciekłszy od pijatyki, którą oto tam w gospodzie poczynają moi towarzysze podróżni, sądziłem, że nie na złe obrócę tę godzinę, odwiedziwszy i pomodliwszy się za dusze moich grzesznych współbraci.
— Od pijaków waszmość uciekłeś? — rzeknie ksiądz. — Czy jeszcze piją? Dopijają tych resztek, które im po ojcach zostały? Kiedyż się dobiorą do owego krwawego osadu, który po winie ostał się na ziemi? Chodź, waszmość, ja cię zaprowadzę do grobów.