Znalazł się na takowe słowa głos w piersiach młodzieńca. Na kolanach czołgając się ku niej, zawołał:
— Miłościwa pani, hospodarko moja, nie tłocz mnie tak niewdzięcznie ku ziemi, wspomnij na moje usługi! Dla ciebie strzałą przeleciałem od Kaługi aż pod wieże Moskwy. Dla ciebie ja, książę, uginałem karku przed Rożyńskim i Sapiehą: oni tobie nie chcieli pomóc. Ja cię z więzienia wyprowadzam teraz.
— Nużysz mi umysł waszmość takowymi mowy, uzyskasz nagrodę, tylko otwórz prędzej! —
Błyskawica nie ma skrzydeł dość żartkich na wyścignienie połysku, który zalał oczy giermka i zagasł w jednejże chwili. To słowo „nagroda” całą duszę mu wzburzyło — ale po twarzy Maryny poznał, iż nie o tej, której żądał, napomina, więc wschodnim obyczajem, gwoli67 większemu uszanowaniu, ramiona założył na piersiach i schylił niżej głowę.
— Lata mi w pamięci, miłościwa sułtanko, iż raz widziałem cię u biesiady wśród bojarów, przy początku jesieni, wtedy, kiedy słońce wasze jest prawnukiem naszego, kiedy owady zasypiają naprzód udaną, potem prawdziwą śmiercią. Tego dnia z złotego stropu spadł na śnieg obrusu motyl przed pucharem twoim, o sułtanko moja. Raczyłaś go podjąć, on miał zwinięte skrzydła i skrzepłe ciało pozbawione blasku. Tyś, miłując się nad nim, do ust go przytuliła, oddechem obwiała, głosem nęciła, by ożył: „Powstań, powstań, o motylu mój!” — Jemu się zdało, że piękne dni lata już z powrotem, że gdzieś dostał się do róży i do słowika, więc się obudził i trzepocząc skrzydełkami, podlatywał naokoło, a tyś rzucała za nim diamentami spojrzeń. Zważ sama: owadowi miłosierna, nad człowiekiem mieć nie chcesz litości! Nie proszę o więcej jak o względy świadczone onej drobnej muszce.
— Waszmości w pamięci motyl, a z pamięci wypadło, żeśmy otoczeni wrogami i że Igor Zarucki czeka na mnie za tymi bramy, jakeś mi sam o tym przyniósł wiadomość w ostatnim liście. —
Nagła zmiana nastąpiła w postawie Agaj-Hana; sama wydała się carowa — i on uwierzył natychmiast. W szczęście trudniejsza wiara, ale w nieszczęście któż z synów ziemi zaraz nie uwierzy? — A zatem Sahajdaczny unikł śmierci! „Ha! Pamiętam: raz tylko uderzyłem, za słabo! Oszukali mnie: sam byłem posłem od niej do niego; chociażem jego nigdy nie widział; ale asawułów, mołodźców, towarzyszów jego; nie wspomniałem nigdy o nim i oni też nie wspomnieli i razu, ale on kierował wszystkim!” —
Złość dziecka i zemsta szalona wschodniej, gorejącej duszy odbiła się na licach Agaj-Hana. Parsknął pianą z ust i kilka kropel krwi z nozdrzy mu bryzgnęło. Porwał się z ziemi, ale nie mógł się prosto trzymać; to zgarbiony, to truchlejący, to o ścianę oparty, to nogę wysunie i założy na drugą — to znów ma przyklęknąć, to znów podrzutem odskoczy od bruku.
— Miałem cię w więzieniu, niewdzięczna, a szanowałem cię jakby matkę moją! Nie mógłżem68 zbliżyć się i ręką ślizgać po twej sennej piersi, rozpiąć cichaczem zawoje szat twoich [i błąkać się pośród wdzięków twoich], a nasyciwszy wzrok, z zawrotem głowy rzucić się na ciebie? Budząc się, poczułabyś pierścienie potężnego węża okręcone wokoło kibici. Wgryzłbym się gwałtem w twe usta: oddechem przepaliłbym ci gardło, pocałunkami podziurawił lica, włosów twych gęstwinę zarzucił na siebie. Ha! Co chwila cisnę cię mocniej. Zwyciężam. Tyś moja. Tyś moja. [Rozciąga się miękkie ciało pode mną, jego dreszcz miesza się z moim.] Każda żyła twa bije w zgodzie z każdą żyłą moją, palce, co twarz mi kaleczyły, teraz już w obłąkaniu igrają z moimi włosy. Ha! Nie masz raju w niebie równego takiemu na ziemi!
A teraz gdzie wdzięczność, gdzie nagroda? — Sahajdaczny tam. — Perłę miałem ze skarbu Allaha i nieuważny puściłem ją w morze! Przeklęty! O już nigdy, nigdy, nigdy noc taka nie wróci! —