Bohatery, mistrze mojej młodości, których widziałem krótkimi gośćmi po rozlicznych tronach i ziemiach! Dymitrze, Rożyński, Sapieho, pokażcie mi się! Pamiętam owe dnie, kiedy głowy z karków nieprzyjaciół, chorągwie z wież miejskich zlatywały ku waszym stopom, ale i wam też powodziło się do czasu tylko. Jako ja po was marnie, takoście wszyscy przede mną zginęli!
Wrogi, które własną ręką pomordowałem w boju, żadnegom z was nie zgładził ni trucizną, ni handżarem w plecy, ale strzałą z daleka lub pałaszem z bliska. Teraz już między nami winna nastać zgoda. Zstąpcie ku waszemu zwyciężcy, który w tę samą wybiera się drogę, w jaką sam popchnął was przed laty!
Jęk z zewnątrz wleciał do jaskini i rozległ się żałobnie pomiędzy jej ściany. Maryna oczy wlepia w otwór naprzeciwko, słupem stanęły jej oczy; wyciągnęła ramiona, jakby coś odepchnąć chciała, lecz nie rzekła i słowa — nie wydała żadnego krzyku.
Na progu jaskini, wśród słabych połysków ognia i pasm cienia, miga zbroja i widmo jakoweś czernieje — chwilkę postoi — potem wlecze się ku Zaruckiemu, krok za krokiem, potykając się i jęcząc, a im bardziej się zbliża, im w jaśniejsze okręgi wstępuje, tym okropniejsze się wydaje.
Stąpa, jakby co chwila w dół zapaść się miało; twarz blada i krwią zbryzgana, włosy przypłaszczone do skroni, chrzęst zbroi na piersiach się odzywa, ręką jedną bok trzyma, drugą wstrząsa gwałtownie, jak gdyby grozić chciał lub wzywać ratunku.
Igor wzdrygnął się cały.
A ten, który szedł ku niemu, już stoi z tamtej strony ogniska, czerwoną jasnością oblany; szmaty blachy kołyszą się u ramion, u szyi, u piersi i odrywając się, padają na ziemię. Zrzenice jak szron przystygły do oczu, usta się ruszają, ale ich głosu nie słychać. Nachyli się dwa razy i dwa razy się wyprostuje z przeraźliwym stękaniem. Ziewnął i głowę podał w tył, ramię wyciągnął jakby dla odzyskania równowagi i głowę podniósł, ale nie zdoła jej utrzymać i spuścił na piersi.
— Atamanie, jutro o świcie pogany tu: nasi w jasyrze u nich, wziąłem szablą w łeb; włócznią w biodra, kulą w bok, cały nie mogę...
I podrzucił w górę oba ramiona na wzór tonących.
— Hrehory umiera, niechaj żyje Igor Sahajdaczny! —