Ale niech wie zarazem, że niesfornych wygubić trzeba. — Po wszystkich targach Azji widziałem rzymskich rycerzy pobratanych z wyzwoleńcami. — Tam w krzesłach kurulnych rządzą światem, łokieć i szalę trzymając w dłoniach — stamtąd rozsyłają gońców z udanymi wieści145, by się ceny wzniosły lub zniżały — tam konfiskują dobra, a odwołujących się do senatu wtrącają w czarne lochy lub przybijają do krzyża — widziałem — i w zgrozie odwróciłem oczy!
ALEKSANDER
Potomki wielkich konsulów146, dyktatorów!
ULPIANUS
Ich okrucieństwa dziś nam wiernie posłużą. — Po nich jak po szczeblach ja cię do tronu powiodę — ale kiedy na nim zasiądziesz, niech te schody runą w otchłań nogą twoją zrzucone — a na to trza więcej niż nauki Chrystusa!
ALEKSANDER
Znam trudy, które mi się dostały w udziale — nocy147 schodzą mi na rozpamiętywaniu czynów Dackiego Trajana148 — albo mu wyrównam149, albo zginę młody!
ULPIANUS
Aleksjanie! Wspomnij także na Rzeczpospolitą i tam przypatrz się mężom, którzy w togach chadzali. — Ach! Cóż nam zostało z ich świętych przykładów — gdzie lud rzymski, którego prawa brzmią mi dźwięczniej niż pieśni Homera, niż marzenia Platona? Wszystkie czoła przyprószone siwizną bez czynów — marną starością strachu lub znudzenia! Wróżbiarze, sofisty150, śpiewacy, tancerki zalegają forum — i wieki już przeszły od dnia, w którym Julius pchnął konia w bród Rubikonu151. Wstecz nie podobna152 się wrócić. — Za dni Kasjusza153 już za późno było. — Bogów tylko prośmy o pana, w którego prawicy odmłodnieje państwo, choćby miasto154 różdżki oliwnej zabłysnąć w niej miało — żelazo liktorów155!